Zawsze miałem wątpliwości co do sesji w dniu ślubu. Trudno naruszać napięty zazwyczaj do granic możliwości porządek tego wyjątkowego dnia i liczyć na parę chwil luzu i skupienia się Pary na sobie tak potrzebnych do udanych zdjęć. Zawsze ktoś przyleci, gość lub przedstawiciel organizatora, z informacją, że coś bez nich odbyć się nie może, że wszyscy czekają i niecierpliwią się. A tu właśnie światło się zaczyna a oni łapią klimat. Tym razem zaryzykowaliśmy i chyba się udało.